sobota, 31 grudnia 2011




Piekło jest wszędzie tam .... gdzie Ciebie nie ma .............
......... we mnie i wokół mnie .  (~M~)

*bez różnicy czy w Nowym czy w Starym Roku... 






wtorek, 27 grudnia 2011

(...) W drodze do doktora Tari spotkała Lilian, która załatwiała poranne sprawunki. -Jak Ren?, Tari mów!- padły słowa zamiast powitania. Widać było, że kobieta nadal jest wstrząśnięta wydarzeniami przedwczorajszej nocy. (...) -Czy ty mnie słuchasz?- prawie zawołała Lilian. -Słucham Lili- odpowiedziała Tari bez przekonania- Ren pojechał dziś do pracy..., a jak się czuje... -znów myślała, co odpowiedzieć przyjaciółce- Jutro jedziemy po nowe konie i wiem, że wtedy poczuje się lepiej. -Och, to dobrze.- szczerze ucieszyła się Lilian- Bardzo wam tego wszystkiego współczuję, ale to już przeszłość, dzięki Bogu! -wzniosła wzrok w niebo. Tari natomiast opuściła spojrzenie na ziemię. (...) -Nie słychać w okolicy o żadnych innych zarażeniach- kontynuowała Lilian- Nasi mężczyźni to bohaterowie, tak powinnyśmy o nich myśleć. (...) Tari uspokajała myśli, wiedziała jak bardzo Ren brzydzi się kłamstwem, a z jej powodu musiał się nim splamić. Aby ją chronić wymyślił jakąś zarazę i teraz wszyscy w okolicy byli przekonani, że tak właśnie było. "A oto jestem ja" -myślała bezsilnie Tari- "Największa zaraza mojego Rena. Mojego bohatera."  Najzwyczajniej czuła się niegodna samej obecności Rena w jej życiu, a co dopiero jego uczuć. Czuła się marna. Sięgnęła do torebki i wyciągnęła z niej pudełeczko od doktora. Bez zastanowienia wzięła dwie tabletki i połknęła je. Nie ważne było w tym momencie czy miały jej pomóc, czy zaszkodzić. (...)  (~M~)






niedziela, 25 grudnia 2011




..... 21 słonych kropel, potem 7 kropel krwi, mija miesiąc, mijam ja, mijam się z Tobą....  ... gdzieś Ty ...... ?  (~M~)




<3



piątek, 23 grudnia 2011





moja tęsknota jest już zajebista

dłuuuuuuuuga do połowy tyłka

tylko coraz bardziej siwa i rzadka

dużo zostaje jej na grzebieniu

trza farbować i odżywiać .......

farbuje mój opiekun- partner życiowy, odżywiam sama

chore  

gdzie jesteś   (~M~)




<3


poniedziałek, 19 grudnia 2011





KOCHAŁAM

KOCHAM

KOCHAĆ BĘDĘ

Z PIEKŁA

CZY

Z NIEBA 

CIĘ WYDOBĘDĘ

DLA SIEBIE 

I CIEBIE 

SPOD ZIEMI SERCA OBA WYGRZEBIĘ

ZEDRĘ RĘCE DO KRWI

BYŚ ZNÓW BYŁ DLA MNIE 

TY

(~M~)





niedziela, 18 grudnia 2011

piątek, 16 grudnia 2011



(...) Tego wieczora, gdy wróciła do domu Ren siedział na werandzie czekając na nią. Zasnął jednak w przyjemnej, chłodnej ciszy. Tari podchodząc do niego zdążyła oszacować występowanie czerwonych kropek na podłodze i serce rosło jej ze szczęścia ponieważ ilość ich raczej nie zwiększyła się. (...) Nie chciała go budzić, ale musiała przytulić. Spał nadal a Tari przez następne chwile otaczała go całą miłością jaką miała. Pomyślała każdą modlitwę, którą znała i wystrzelała ze strzelby Rena wszystkie demony i poczwary idące, lecące i pełzające w stronę ich życia. Przestała dopiero wtedy, gdy zaczęło robić się naprawdę chłodno. Kochała go do szaleństwa odkąd pierwszy raz go ujrzała i tak już miało pozostać na wieki. Był dla niej jedyną znaną, bezpieczną i nieodzowną do oddychania RZECZĄ w życiu. - Kocham Cię - Wyszeptała mu do ucha i pocałowała zanim zdążył się obudzić. W następnej chwili poczuła na swoich ustach jego uśmiech. Ona również uśmiechnęła się nie przestając go całować. Pragnęła, aby ta chwila trwała wiecznie. A już na pewno chciała ją na wieki zapamiętać. Oczyma wyobraźni widziała, że nie oszczędzi dziś Rena w sypialni a swe postanowienie popierała brakiem nowych plam krwi na podłodze werandy. Chciała go tak jak kochała, do szaleństwa. - Brałeś wszystkie leki? - zapytała z trudem odsuwając twarz od jego twarzy, ale bardzo chciała go już zobaczyć. - Brałem... i czuję się bardzo dobrze. - odpowiedział z uśmiechem otwierając oczy. Strużka krwi z kącika prawego oka przecięła jego policzek i zakończyła swój bieg na spodniach Rena. Nawet tego nie zauważył. Twarz Tari w jednej chwili stała się martwa i bez świadomości padła na deski werandy. (...) Przerażony próbował przywrócić jej przytomność, potrząsał nią i krzyczał jej imię, nie pojmował co się stało. Przytulił ją unosząc i znów krzyczał, Tari nie reagowała, była zimna. (...) Czując jakby początek obłędu zaniósł ja do domu i położył na łóżku unosząc jej nogi na oparciu. - Dalej Tari, obudź się . - Błagał ją całując i głaszcząc. (...) W chwili, gdy zamierzał jednak ją zostawić by pobiec po doktora Tari drgnęła. Następną rzeczą jaką zobaczył była jego krew na jej twarzy i bluzce. Jego wnętrze wyło. Tari wracała do siebie, Ren płakał i przepraszał ją. Takiej mieszanki miłości i rozpaczy jaka wypełniła ich dom w tej chwili nie było tu nigdy wcześniej. Tego wieczoru Tari wydawało się, że umarła w niej nadzieja na szczęście. I chociaż tak naprawdę nadzieja owa jeszcze nie umarła, w tym momencie była o tym przekonana, nie zdając sobie sprawy z tego jak bardzo się myliła. I w tej chwili beznadziei pierwszy raz nazwała Rena dla siebie swoim Sacrum. Po cichutku, w swoim wnętrzu, tak, by przypadkiem się o tym nie dowiedział. (...)  (~M~)




<3


środa, 14 grudnia 2011




.... me serce najpewniej rozwija skrzydła zamknięte ..... w Twoich dłoniach .......
.... bezczelnie przestaje się bać, ....... skazane na nieuniknione.
.......... dotyk, ....... wrota, ............ wszystko, ................ nic. 
I nikt.  (~M~)



<3



poniedziałek, 12 grudnia 2011




Często widzę Cię niewyraźnie. 
Przeważnie śpisz wtedy, na szczęście...
Nie musisz patrzeć na to, jak niewyraźnie widzę. 
Zanim więc obudzisz się rozpoczynam proces wyostrzania wzroku. 
W tym celu mrugam. 
Z oka, siłą grawitacji uwalnia się słone to, co przeszkadzało. 
Moment jeszcze parzy cięciem wzdłuż policzków i po chwili obraz znów jest w porządku. 

.....Czasem widzisz mnie niewyraźnie, .... ..... ja też dużo śpię.  (~M~)




 

<3


sobota, 10 grudnia 2011



Powiedz jak na imię masz?
Co czujesz gdy mruczy chory wiatr?
Gdy chmury się zbierają jak stada jesiennych wron?
Za mały dzień pod nimi by się zgubić jak najdalej stąd.

Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj teraz możesz,
Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj będę przy tobie.

Zanuć jak w duszy gra muzyka.
Będziesz jak muszla znad morza.
Przyłożę cię do ucha jak szumu będę słuchał,
poczuję się jak miejsce gdzie teraz smutna jesteś.

Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj teraz możesz,
Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj będę przy tobie.

Mocno płacz, zła karma w końcu minie.
Jeszcze raz lepiej pozostań przy mnie.
W poduchach czułych słów jak dziecko senne zatrać siebie.
Nie wolno być samemu, kiedy puste okna ciemne są jak niemy krzyk.

Wtedy przez sen wrócimy razem.
Jeśli chcesz przewodnikiem tu zostanę
i w kieszeń schowam ciebie
tam w poduchach snu bezpiecznie
Utulę tym spacerem bicia serce słuchać będę.

Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj teraz możesz,
Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj będę przy tobie.

Mocno płacz, zła karma w końcu minie.
Jeszcze raz lepiej pozostań przy mnie.
W poduchach czułych słów jak dziecko senne zatrać siebie.
nie wolno być samemu, kiedy puste okna ciemne...

Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj teraz możesz, (są jak...)
Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj będę przy tobie. (...niemy krzyk)

Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lilaj lulaj, lulaj...

Sebastian Makowski - "Karma"




<3

środa, 7 grudnia 2011



(...) Tari i Ren rzadko mieli wspólne zdanie. Różniło ich wiele, lecz łączyło jeszcze więcej. Odróżniali się też mocno od innych mieszkańców doliny, ale do tego wszyscy dawno zdążyli się przyzwyczaić. Okoliczna ludność była na ogół przyjazna, życzliwa i tolerancyjna, nawet dla obcych i gości, a Tari i Ren byli tu przecież u siebie. Najbardziej różnili się od reszty mieszkańców wyglądem. Oboje mieli prawie czarne włosy, co było tutaj więcej niż rzadkością, Ren na dodatek miał ciemną karnację i nieco egzotyczną urodę. Jego świętej pamięci rodzice sporo przeszli z powodu odbiegającego od innych wyglądu syna. Po okolicy krążyły historie mówiące o tym jak to matka Rena nie mogąc począć dziecka z własnym mężem zrobiła to z jak plotkowano - byle kim. Byle Kto nie pochodził stąd, był kupcem czy rzemieślnikiem, który przypłynął tu i odpłynął. Ojciec i matka Rena wiedzieli, że Byle Kogo nigdy nie było. Tari również wierzyła w nieistnienie Byle Kogo. Ren, chociaż pragnął w to wierzyć, nie potrafił. Tari zawsze czuła, gdy myślał o swoim ojcu, mimo, że prawie nigdy o tym nie rozmawiali. Czuła wtedy ten bezsens rozmyślań, lęków, tęsknot ukochanego, była bowiem pewna, że ojciec Rena był tylko jeden i nikt inny w życiu jego matki nigdy się nie pojawił. A jeśli ona czuła coś w ten sposób musiało to być prawdą. Wiedziała jednak, że w tym momencie musi zostawić Rena samego ze sobą. Tak właśnie robiła, mimo, że jej serce pragnęło wziąć na siebie całe jego cierpienie i niepokój. Dbała wówczas o to, by w domu nie zabrakło mocnego wina ... i sama piła, o wiele więcej niż on. Nie miała dobrego zdania o sobie a pod wpływem alkoholu uważała się za jeszcze gorszą i bezwartościową. Nie mogła pojąć, dlaczego Ren tak ślepo uważał inaczej. Tari odnajdywała w sobie jakiś stopień szaleństwa i czuła, że to zła energia. To tak, jakby księżyc wspomagany wydarzeniami mijającego dnia płatał jej swym wpływem dość okrutne figle. Tygodniami potrafiła prawie nie jeść i nie spać, żyjąc w bliżej nie określonym świecie do którego Ren nie miał dostępu. W tych "dziwnych" jak mówił Ren okresach, a "złych" lub "martwych" jak myślała Tari jego opieka i miłość sprawiały, że w ogóle mogła funkcjonować. Czasami patrząc na niego widziała wielkie, żywe, oddychające skrzydła wyrastające z jego ramion, nigdy jednak nie powiedziała mu o swojej wizji. Widział dość jej szaleństwa, nie chciała by dodatkowo słuchał głosu, jakim szaleństwo przemawia. Czy to w szaleństwie, czy w spokoju, który w końcu po nim przychodził Tari czuła, że jest dla Rena ciężarem. Że nie zasługuje na niego. Wiedziała, że gdyby znał jej myśli raniła by go nimi do żywego, ale nie potrafiła czuć inaczej. Było to silniejsze od niej. A Ren kochał Tari nad życie. Bez przesadnych emocji zdarzało mu się mówić o tym, że gdyby zabrakło Tari bez chwili zawahania odebrałby sobie życie. W dolinie nie było osoby, która by o tym nie wiedziała, Ren bowiem najczęściej wypowiadał się w knajpie nie będąc już najtrzeźwiejszym jej klientem. Mimo to wiadome było, że mówi co czuje. Niektórzy mężczyźni z tego powodu mieli go za mięczaka, a większość tutejszych kobiet zapewne pragnęła choć raz w życiu usłyszeć takie słowa z ust swych mężów. Ale drugiego takiego jak Ren nie było. Ani drugiej takiej jak Tari. (...) (~M~)





niedziela, 4 grudnia 2011




...... przecałować łzy twoje do .............. nienasycenia ...............................
................... zadając bezboleśnie rany ............ zapomnienia ....... ......... ..  (~M~)



<3


piątek, 2 grudnia 2011




Żyję, bo jesteś i ginę, bo jesteś,
bolesny proces trwania w beznadziejnej tęsknocie.
Tobą skażona i błogosławiona,
na własne życzenie zaczęta i skończona.
Zmęczona.  (~M~)




<3


środa, 30 listopada 2011




...... nikt ........ i nigdy ............
..... bo nie ma mnie dla nikogo, ni dla diabła, ni dla boga 

..........

Dla Ciebie tylko jestem .
Byłam i będę .
Blada, bo tak lubię,
słaba tu, a tam ............ zapalam świece ...., .......... wiesz sam .  (~M~)



<3


wtorek, 29 listopada 2011





Pewnej nocy księżyc, widząc jej tęsknienie, zapytał:
- Nie męczy Cię to czekanie?
- Bardzo. - odpowiedziała - Ale nie mogę się poddać..... (~M~)

<3


This amazing picture was made by my dear friend.
Credit: aurora / Wentology




piątek, 25 listopada 2011



(...) Moja miłość jest szalona, nienormalna, od dawna jest jakąś chorą obsesją opartą na nieustannym lęku. Nie ma we mnie już ani kawałka mnie, ani promila dawnej Tari, cała jestem moim Renem. Powinnam nosić jego imię i najlepiej żyć w jego środku. Razem z nim chorować i umierać. O tak, to było by najlepsze dla mnie. Wtedy mogłoby już stać się to, co i tak nastąpi. - Takie myśli nie opuszczały Tari już ani na chwilę. Jeszcze niedawno potrafiła uwolnić się od nich gdy kochali się. Rozkosz jaką dawał jej Ren na moment wypierała ze świadomości owe lęki i zafałszowywała podłą rzeczywistość. W tych magicznych chwilach oszukiwała się najskuteczniej. Ren nagle był silny i zdrowy. Od pewnego czasu jednak najmocniejsze nawet uniesienia ich miłości zaledwie nakładały się na jej rozpacz niczym piękny, przyjemny ale przeźroczysty jednak szal, który nie był w stanie przykryć czerni jej rozpaczy. Nie znajdowała ukojenia. Wręcz przeciwnie, jej ból i bezsilność potęgowały się w tych chwilach do granic wytrzymałości. Szaleństwo i obłęd były tuż, tuż. Zasypiała mocno przytulona do niego w nadziei, że rano oboje nie obudzą się już. I o to modliła się odchodząc w sen. (...)  (~M~)






sobota, 19 listopada 2011




Gdzie jesteś teraz? Czy myślisz o mnie
w listopadową zimną noc...
Sen nadejść nie chce a zegar stuka
faluje ciemność, jak gruby koc
pamiętam uśmiech twój taki ciepły
grzał mnie od rana po nocy kres
dodawał siły, wiary, nadziei
gdzie teraz uśmiech ...twój dla mnie.... jest ?
czasem zastuka coś i zaskrzypi
to stuka serce i skrzypią drzwi
ilu jest w świecie tęskniących ludzi
a ilu takich, jak właśnie my?
cichutko tyka serce zegarka,
wraz z moim w ciszy wybija czas
a mnie się marzy, że jest tak dobrze
w miejscach ,gdzie nigdy nie będzie nas...
i błądzą myśli do mnie...ode mnie
biegną do ciebie....wracają tu
przynoszą z sobą słowa i szepty
a nie chcą przynieść mojego snu....  (~M~)




<3


piątek, 11 listopada 2011




czy moje oczy mówią do
ciebie te słowa,

które mam w sercu i w
duszy?


bo twoje serce i dusza

w moich oczach się odbiją,
jak w zwierciadle wody

i wszystkie słowa zbędne


niewarte....wiele i nie
tak drogie

i tego nie zmienię nigdy

nic tego nie zmieni

gdybyśmy chcieli coś
zmienić...

bylibyśmy szaleni...  (~M~)









środa, 9 listopada 2011



kiedy jest cicho
i kiedy ciemno dokoła mnie
a mrok otula ciepłym swym płaszczem to
o czym śnię
gdy jestem sama,
że bardziej sama nie mogę być
bezludność mroku
sprawia, ze muszę o Tobie śnić
pragnę byś wiedział,
że źle jest teraz na świecie żyć
a Ty niestety
nie możesz przecież tu przy mnie być
jednak myślami ja z Tobą jestem
od zawsze już
chociaż to właśnie przez Ciebie życie
jest krzakiem róż.......  (~M~)




<3


poniedziałek, 7 listopada 2011




JUTRO GDY OBUDZĘ SIĘ 
Z TRUDEM UWIERZĘ W TO CO ZOBACZĘ
WSZYSTKO BĘDZIE PRAWDZIWE 
PRZEKONAM SIĘ DOTYKAJĄC
SMAKUJĄC NIEOSTROŻNIE

NADCHODZI DZIEŃ
Z SZEREGU NIEKOŃCZĄCYCH SIĘ
DNI SPEŁNIONYCH SNÓW
CZEKAJĄC TAK DŁUGO
ODKUPIŁAM TAMTE WINY
RANO WSTAŁAM W RAJU

WYBIERAM
NAIWNĄ "WIARĘ"
W TRWANIE TEGO
ODRZUCAM OBAWY
MOJE KRÓLESTWO NIE PRYŚNIE JAK BAŃKA MYDLANA

TAK DŁUGO MOGĘ TU POZOSTAĆ
JAK DŁUGO MOGĘ W TO UWIERZYĆ 

JAK DŁUGO ZDOŁAM WIERZYĆ
ŻE MOGĘ TU ZOSTAĆ

ZAWSZE
ZOSTAJĄC LUB NIE
KOCHAM CIĘ   (~M~)





<3


sobota, 5 listopada 2011




(...) Podchodząc do stołu czuła się jak dziecko, które narozrabiało. Zauważyła, że zjadł bez niej, nie było jej talerza. Było jasne dla Rena, że Tari niczego nie przełknie. Na stole stał dzban gorącej herbaty czyli wszystko czego potrzebowała. Minęła swoje krzesło, podeszła do Rena siedzącego przy stole i usiadła na jego kolanach. Nigdzie nie było jej lepiej. Nie miała ochoty rozmawiać. Nie pytała go jak się czuje, ku swojej wewnętrznej radości widziała, że czuje się nadzwyczaj dobrze. Wczorajsze spotkanie z przyjaciółmi, suto zakrapiane alkoholem nie odbiło się zupełnie na jego kondycji. Wiadomo, Tari znów była tą, która wypiła najwięcej. - Świat się nie zawali, jeśli nie pójdziesz dziś do dzieci. - powiedział Ren obejmując Tari. - Ooo, nie! - odparła natychmiast - Nie chcę tu siedzieć sama cały dzień, ani dawać satysfakcji starszej pani, pójdę Ren, nie jest tak źle... - Jest gorzej niż źle kłamczucho - przerwał jej Ren pamiętając to, co działo się z nią w nocy. - Będę pod opieką lekarza. - odparła Tari starając się zażartować - " I Ty też powinieneś być " - pomyślała w tej samej chwili. - Dobrze - powiedział Ren - ale chciałbym, żeby był już wieczór. - Ja również. Marzę o tym. - westchnęła Tari, która od momentu obudzenia pragnęła, by był już wieczór. - Dziś twoja kolej, ty czytasz. - Powiedziała do Rena tak, jakby nie było nic ważniejszego. Pocałował ją w czoło i przytulił jeszcze mocniej. - Tak, dziś moja kolej, ty słuchasz. (...) -Która godzina? - zapytała. - Siódma - Odpowiedział spoglądając na zegar wiszący na ścianie. - Zaraz musimy wyjść . - Wstała i wypiła łyk herbaty. Ren skierował się ku sieni, Tari zaraz podążyła za nim. Wychodząc z kuchni mimowolnie rzuciła okiem na zegar. Po dwóch krokach stanęła jak wryta. Odwróciła się i spojrzała jeszcze raz. Była za dziesięć ósma. - Ren!!! - krzyknęła nie mogąc się opanować. Nagle przeszły jej wszelkie dolegliwości, była wściekła i zawiedziona. Ren natychmiast pojawił się w drzwiach kuchni. Nie zdążył jednak zapytać co się stało - Stój gdzie jesteś! - Tari odezwała się wrogo do mężczyzny, którego tak bardzo kochała i w tym momencie myślała, że postradała zmysły. Ren zatrzymał się . W następnej chwili wiedział już o co chodzi. Spuścił wzrok, gdy Tari podchodziła do niego. Zatrzymała się obok i stanęła tak, by oboje mogli patrzeć w jednym kierunku. Spojrzała na duży kuchenny zegar. Z tego miejsca tarczę było widać bardzo wyraźnie. Była siódma pięćdziesiąt jeden. Nie odrywając wzroku od zegara zapytała - Która jest godzina Ren... - a gorące łzy w jednej chwili spłynęły po jej twarzy. Ren nadal patrzył w podłogę. Tari oderwała wzrok od zegara i spojrzała na niego. Nie wytrzymał jej wzroku, zamknął oczy i zacisnął szczęki . - Wybacz mi Tari. - odezwał się z rezygnacją. Tari poczuła jak zimne ostrze wbija jej się prosto w serce. Minęła go i wychodząc do sieni wyszeptała do siebie - Tobie? Tobie kochany nie mam czego wybaczać. A Bogu nie wybaczę nigdy. (...)  (~M~)

JEŻELI POWYŻSZY FRAGMENT NIE JEST DO KOŃCA CZYTELNY WYJAŚNIAM, ŻE OPISAŁAM W NIM MOMENT, W KTÓRYM ZORIENTOWAŁAM SIĘ, ŻE REN TRACI WZROK.



<3


czwartek, 3 listopada 2011





bo ty jesteś gdzieś

i ja jestem tam

i patrzysz bo wiesz

i szukasz bo mam

ja w sobie to coś

co ku mnie cię gna

i czekam i chcę

byś znowu był tam

kieruję swe sny

gdzie myślę że ty

że byłeś

żeś jest

że będziesz

że my

nie mówiąc mi nic

już dajesz mi znak

że bliżej co dnia

co noc będziesz tak

i tylko ta myśl

dodaje mi sił

że radę ty dasz

i będziesz znów był

nie ważny jest czas

nie ważne to gdzie

pamiętam, że ty

i zawsze ja cię

że kocham

nie oddam

nikomu

ani

ty

mnie




mam serce od ciebie

prędzej je połknę i się nim udławię

niż dam się zostawić

i ciebie zostawię  (~M~)








środa, 2 listopada 2011






kogo widzą moje oczy

kogo tuli serce moje

kogo pieszczą moje myśli

o kim mózg śni? kiedy nie śpi ...




kogo pragnie ma kobieta

komu płacze dziecko moje

komu wyje moje zwierzę

i kogo mój anioł strzeże ...




kto pozwolił na to wszystko żeby było

i kto sprawił że się wszystko zawaliło?

zamiast kazać mi zapomnieć że to było ...   (~M~)








wtorek, 1 listopada 2011




jawa sen
tak co dzień
plotą się mądrości
z głupotą się plotą
ból ze śmiechem
łzy z tęsknotą
nie ma dnia
spokojnego
nie ma spokojnej nocy
i pytam się ... dlaczego
kto mnie zauroczył?
ty
to jesteś kochany
jedyny
i wybrany  (~M~)



<3


niedziela, 30 października 2011

( ... ) Zaraz po śniadaniu Ren zaprzęgł konie i wyruszyli z domu. W drodze na targ spotkali Lilian, Gerda i chłopców idących do kościoła. Zatrzymali się przy nich dosłownie na moment, dzwony wzywające na mszę przestawały już bić. Gerd umówił się z Renem, że wieczorem odwiedzi go by podziwiać nowości w stajni. Tari i Lilian wymieniły tylko serdeczne spojrzenia. Ta krótka chwila pozwoliła Tari zauważyć smutek, który starała się ukryć jej przyjaciółka. Przypomniała jej się rozmowa z Lilian, którą przeprowadziły już jakiś czas temu. Tari poczuła się źle, miała świadomość tego, że nie zainteresowała się problemami Lili tak jak powinna. Jednak nie był to czas ani miejsce na roztrząsanie własnych wyrzutów sumienia. To nie była niedziela Tari ani Lilian. Była to niedziela Rena. Ruszyli w dalszą drogę. Po chwili Tari obejrzała się jeszcze w stronę przyjaciółki. Dostrzegła, że Lilian uczyniła to samo. W momencie, gdy ich spojrzenia spotkały się Tari poczuła ogromna niechęć do Gerda. Zaklęła w myślach jak mogła najgorzej. Odwróciła się w kierunku jazdy a przed oczami miała obraz Lilian trzymającej chłopców za ręce i odwracającej się do Tari tak, jakby po mimo dzielącego je dystansu chciała jej coś powiedzieć. - Zauważyłaś, Lili była jakaś smutna...? - słowa Rena zupełnie ją zaskoczyły. Najchętniej powiedziałaby mu teraz wszystko co wiedziała o smutkach Lili, ale przecież obiecała jej, że tego nie zrobi. - Wyobrażasz sobie jaka byłabym smutna, gdybyś co niedzielę ciągnął mnie do kościoła? - zażartowała Tari jak mogła najlepiej. Ren uśmiechnął się, jednak żart nie był trafiony. - Dla ciebie Tari byłaby to kara niewspółmierna do przewinień - odpowiedział - Ale Lili? To raczej jej małżonek czyni wszystko żeby wykręcić się od tego typu niedzielnych atrakcji. - Ren oczywiście miał rację. - Zmierzyłam ją swoją miarą - zaczęła Tari, ale Ren wszedł jej w słowo - To duży błąd kochanie - uśmiechał się i był cały czas w doskonałym nastroju - Nijak nie można mierzyć ciebie i Lilian jedną miarą, nie ma takiej miary. - To dokładnie tak jak z Tobą i Gerdem - nie zdołała powstrzymać się Tari,  po czym przygryzła wargi. - A co takiego masz na myśli - zapytał uważnie Ren i spojrzał na nią . - Wszystko - odpowiedziała szybko - nie ma nawet o czym mówić. - Ren nie dał się jednak zbyć tą niedbałą odpowiedzią, co chwilę spoglądał na nią, Tari patrzyła przed siebie. - Wydaje mi się, że chodzi o coś więcej niż 'wszystko' -  kontynuował - ale jestem prawie pewien, że nie dowiem się o co chodzi. - Tari nie wiedziała co dopowiedzieć, Ren wyczuwał, że coś jest nie tak. Nie była upoważniona do powiedzenia mu prawdy, ale też nie zamierzała go okłamywać. Spojrzała na niego. Przełożył lejce do jednej ręki i pogłaskał Tari po włosach. - Powiesz mi, jak będziesz mogła - powiedział całkiem poważnie. Tari zamknęła oczy. Zawsze było tak samo, była dla Rena jak książka zawsze otwarta i gotowa do tego, by mógł w niej czytać. I wcale nie było to dobre, było jednak piękne. Pomyślała znowu, że Lilian zasługuje na kogoś takiego jak Ren. I jej synowie powinni mieć takiego ojca, jakim byłby Ren. Spojrzała na niego myśląc o tym. ( ... ) Patrzył przed siebie, zmrużył oczy i uśmiechał się delikatnie, ale prawie triumfalnie. Piękniejszego widoku Tari nie miała okazji podziwiać od dawna. Nic, kompletnie nic innego nie liczyło się w tej niesamowitej chwili. Przez moment znajdowała się w stanie zaczarowania. Tak uśmiechał się Ren, gdy był jeszcze zdrowy. ( ... )  (~M~)



<3


<3


sobota, 29 października 2011




Odeszłam już stąd
ale zawróciłam
do twoich ust, rąk i oczu
by zgubić się w tej mgle.

Przez chwilę byłam
i już mnie nie ma
rozpływam się
w szepcie twoich ust
w mocy spojrzenia 
zasypiam ......................
........ lecz niczego nie zmieniam.  (~M~)




<3


czwartek, 27 października 2011





....... by Twoje oczy w moje patrzyły
...... by usta Twoje z mymi złączone
.... by moje serce przy Twoim biło,
tego chcę ......... albo by mnie nie było.  (~M~)






środa, 26 października 2011


................. nic już nie powiem, .......... nie napiszę, ........... nawet nie pomyślę .....

Wystarczy, że Cię wyśnię ...........................  (~M~)








wtorek, 25 października 2011


Moving near the edge at night
Dust is dancing in the space
A dog and bird are far away
The sun comes up and down each day
Light and shadow change the walls
Halley's comet's come and gone
The things I touch are made of stone
Falling through this night alone

Love
Don't go away
Come back this way
Come back and stay
Forever and ever

Please stay

Dust is dancing in the space
A dog and bird are far away
The sun comes up and down each day
The river flows out to the sea

Love
Don't go away
Come back this way
Come back and stay
Forever and ever

The world spins.




<3  




<3



niedziela, 23 października 2011



Nic to
że trochę uszkodzone
moje serce
Jesteś 
eliksirem magicznym 
domięśniowo
natychmiastowo
i po płaczu  (~M~)



<3


sobota, 22 października 2011



przy blasku gwiazd
chwytam chwile na wietrze
zatrzymać chcę czas
moją miłość
by nic się nie zmieniło  (~M~)



Odległość nie jest miarą oddalenia. 
-Antoine de Saint-Exupéry



piątek, 21 października 2011




Księżyc śpi
Gwiazda życzeń też
Niech zbudzą się
Pocieszą dzisiaj mnie..

W ciemności jestem sama
W biały dzień ze strachu drżę
Przybądź do mnie.
Me serce tęskni wciąż
Szukam Cię we wspomnień mgle
Przybądź do mnie..

Chcę bardzo byś wreszcie mnie znalazł
Bo bez Ciebie okropnie mi źle
Do każdej z gwiazd wiadomość ślę
Gdzie jesteś teraz?
Powiedz gdzie
Cały czas o Tobie śnię
Znów z Tobą być chcę..

Lecz słońce wzejdzie znów
I nastanie nowy dzień
Znowu znikniesz
Bo to jest tylko sen
Gdy otworzę oczy swe
Znowu znikniesz..

Tak bardzo wierzyłam w to zawsze
Ale zawsze nie zawsze chce trwać
Do każdej z gwiazd wiadomość ślę
Lecz żadna choć tak bardzo chce
Znaku mi nie może dać
Gdzie jesteś ach gdzie?

Chcę słyszeć znów
Twój głośny śmiech
Chcę z Tobą być
Chwilę lub dwie
Ooo tylko chwilę lub dwie
Jedną chwilę

Tak bardzo wierzyłam w to zawsze
Ale zawsze nie zawsze chce trwać
Do każdej z gwiazd wiadomość ślę
Lecz żadna choć tak bardzo chce
Znaku mi nie może dać
Więc chyba zaraz pójdę spać
Ciekawe czy zasnąłeś też
Gdzie jesteś ach gdzie?









wtorek, 18 października 2011




Nikt mnie tak nie zna, nikt tak nie umie
I nikt nie pojmie mnie, nie zrozumie

Uczuć mych rannych, zimnych, wezbranych
Nikt nigdy nie chciał jak Ty Kochany

Nie ma rąk innych dla dłoni moich
Jak delikatność i siła Twoich

Przed Tobą tylko chcę się otwierać
Dawać Ci wszystko, wszystko zabierać

Tylko Ty jeden posiadasz klucz
Do myśli moich, serca, rąk, ust ..........

.... i snów.  (~M~)



<3



poniedziałek, 17 października 2011


<3

chociaż mam ciebie, nie mam nikogo
chociaż mam szczęście, stale go brak
nigdy nie pójdę z tobą twą drogą
powiedz dlaczego dzieje się tak?
chociaż tak blisko jesteśmy z sobą
chociaż słyszałam sto pięknych słów
to czas przemija doba za dobą
...a ktoś samotny zostaje znów
chociaż cię kocham miłością moją
to nie zrozumiem czemu tak jest
chociaż za tobą pójdę, jak stoję
i nie powstrzyma mnie żaden gest
chociaż nikogo nie mam prócz ciebie
a ty nikogo nie masz prócz mnie
bardzo daleko jest nam do siebie
a to, co dobre staje się złe
chociaż oddycham twymi ustami
twymi oczami spoglądam w dal
to życia piękno wciąż jest przed nami
a w sercu stale panuje żal
chociaż w mym sercu twe serce bije
a w twoim wiem to, że bije me
wszystko, co piękne obok przemija
zostaje smutek i myśli złe
lecz także chociaż jesteś daleko
i chociaż tyle trudności mam
to z głębi serca tobie przyrzekam,
że nigdy w świecie nie będziesz sam  (~M~)



............





sobota, 15 października 2011


<3

(...) Niedziela nadeszła deszczowa i chłodna. Tari wstała bardzo wcześnie i słysząc deszcz w swojej wyobraźni usiadła na szerokim parapecie by wygodnie móc go obserwować. Była to jej ulubiona aura. W takich momentach żałowała, że w domu nie było słychać jak krople bębnią na werandzie, dachu, szeleszczą w trawie. Musiała wyobrażać sobie te odgłosy, co przychodziło jej z niezwykłą łatwością. Deszcz uspokajał ją zawsze, tak było i tym razem. Zapatrzyła się w widok za oknem, jezioro było lekko chropowate od spadających na nie kropli, trawa błyszczała metaliczną zielenią. Niebo szczelnie zasnute było chmurami, słońce wstało nie dawno, nie miało jednak szans przebić się przez ciemno szare pokłady gęstych, ciężkich wręcz chmur. Tari zachwycała się tym widokiem i odrywała od niego wzrok tylko na krótkie chwile, by spoglądać na Rena, który spokojnie spał. Nie pozostawiała na nim wzroku dłużej niż na moment, zbyt długie spojrzenie obudziło by go, a tego nie chciała. Chciała żeby wreszcie wypoczął, żeby spał do południa, w wyniku czego spóźnili by się na niedzielny obiad do Lili i Gerda. Wiedziała, że niestety pójdą tam dziś, dlatego nie mogła spać, a teraz celebrowała obserwację deszczowego krajobrazu ich ukochanego jeziora starając się nie wybiegać myślami do popołudnia. Już w sobotni wieczór na szafie zawisły dwa wieszaki z ich ubraniami, które złowrogo patrzyły na Tari teraz i wczoraj gdy prasowała je. Miała ochotę oderwać dłoń od ciężkiego żelazka i napawać się widokiem dymu idącego z wypalanej właśnie dziury. Dziura jednak, jak i wiele innych rzeczy powstała tylko w jej wyobraźni. Wszystko było przygotowane do ich dzisiejszego wyjścia z domu. Na komodzie przy drzwiach leżały książki i słodycze dla chłopców. Z parapetu było je dobrze widać i wzrok Tari wędrował w ich kierunku częściej niż zdawała sobie z tego sprawę. W kuchni, w chłodnym kącie na podłodze stała butelka wina i kwiaty dla gospodarzy dzisiejszego obiadu, ich przyjaciół. Tego nie dało się dostrzec z sypialni, Tari widziała jednak ów kuchenny kąt mimo wszystko. Były dwa powody, dla których odczuwała delikatnie mówiąc niechęć do spotkania z przyjaciółmi. Pierwszy, mniej istotniejszy to ich dzieci , które dla Gerda były pretekstem do niby humorystycznych docinków kierowanych aż do znudzenia pod adresem Rena, mimo iż ogólnie wiadomo było, że Ren nie jest ojcem nie ze swojej winy. Oczywiści Gerd będzie się powstrzymywał od złośliwej ironii, ale po drugiej butelce wina puszczą mu wszelkie hamulce, tak było zawsze i tak będzie i tym razem. (...) Drugim, podstawowym powodem niechęci Tari do tego niedzielnego spotkania był oczywiście stan zdrowia Rena. Tylko ona i doktor wiedzieli co się dzieje. " To spotkanie będzie inne niż wszystkie dotychczas " -myślała wstając zmarznięta z parapetu- " Niech nikt nawet nie próbuje burzyć spokoju mojego Rena. I tak zrobią to te cholerne dzieci, ... które niczego nie są winne. Poza tym to ja specjalizuję się w burzeniu spokoju i dobrego nastroju mojego ukochanego i jestem w tym naprawdę dobra. Powinnam mieć na to wyłączność. " - Tak myśląc podeszła do łózka, odchyliła kołdrę i położyła się przytulając do ciepłego ciała Rena. Jej zimno obudziło go, bez myślenia wiedział, że siedziała przy oknie. - Która godzina ? - zapytał zaspanym głosem - Wcześnie, chcę jeszcze spać. - Skłamała Tari i zamknęła oczy. Ren jeszcze przez chwilę głaskał ją po włosach, ale szybko zasnął znowu. Tari nie zasnęła. Liczyła uderzenia jego serca. (...)  (~M~)






<3


piątek, 14 października 2011




................. lustereczko, powiedz przecie ........ kto najsmutniejszy, ...... na świecie .......... ?? ............................
...... jesteś smutna ja łza w święta ........... ale wielu smutniejszych, ........................... pamiętaj ...........
......... lustereczko ucisz się, jeden ruch ............ rozbijesz się .
.............. tyś smutna jak oczy tęsknoty, ............... twój obłęd ............. smutniejszy, ........................... wiedz o tym ..........................
........ tak jak wiesz,  gdzie więzisz swe wierne Potwory.  (~M~)






music: "Rosemary's Baby" soundtrack "Lullaby"