sobota, 31 grudnia 2011




Piekło jest wszędzie tam .... gdzie Ciebie nie ma .............
......... we mnie i wokół mnie .  (~M~)

*bez różnicy czy w Nowym czy w Starym Roku... 






wtorek, 27 grudnia 2011

(...) W drodze do doktora Tari spotkała Lilian, która załatwiała poranne sprawunki. -Jak Ren?, Tari mów!- padły słowa zamiast powitania. Widać było, że kobieta nadal jest wstrząśnięta wydarzeniami przedwczorajszej nocy. (...) -Czy ty mnie słuchasz?- prawie zawołała Lilian. -Słucham Lili- odpowiedziała Tari bez przekonania- Ren pojechał dziś do pracy..., a jak się czuje... -znów myślała, co odpowiedzieć przyjaciółce- Jutro jedziemy po nowe konie i wiem, że wtedy poczuje się lepiej. -Och, to dobrze.- szczerze ucieszyła się Lilian- Bardzo wam tego wszystkiego współczuję, ale to już przeszłość, dzięki Bogu! -wzniosła wzrok w niebo. Tari natomiast opuściła spojrzenie na ziemię. (...) -Nie słychać w okolicy o żadnych innych zarażeniach- kontynuowała Lilian- Nasi mężczyźni to bohaterowie, tak powinnyśmy o nich myśleć. (...) Tari uspokajała myśli, wiedziała jak bardzo Ren brzydzi się kłamstwem, a z jej powodu musiał się nim splamić. Aby ją chronić wymyślił jakąś zarazę i teraz wszyscy w okolicy byli przekonani, że tak właśnie było. "A oto jestem ja" -myślała bezsilnie Tari- "Największa zaraza mojego Rena. Mojego bohatera."  Najzwyczajniej czuła się niegodna samej obecności Rena w jej życiu, a co dopiero jego uczuć. Czuła się marna. Sięgnęła do torebki i wyciągnęła z niej pudełeczko od doktora. Bez zastanowienia wzięła dwie tabletki i połknęła je. Nie ważne było w tym momencie czy miały jej pomóc, czy zaszkodzić. (...)  (~M~)






niedziela, 25 grudnia 2011




..... 21 słonych kropel, potem 7 kropel krwi, mija miesiąc, mijam ja, mijam się z Tobą....  ... gdzieś Ty ...... ?  (~M~)




<3



piątek, 23 grudnia 2011





moja tęsknota jest już zajebista

dłuuuuuuuuga do połowy tyłka

tylko coraz bardziej siwa i rzadka

dużo zostaje jej na grzebieniu

trza farbować i odżywiać .......

farbuje mój opiekun- partner życiowy, odżywiam sama

chore  

gdzie jesteś   (~M~)




<3


poniedziałek, 19 grudnia 2011





KOCHAŁAM

KOCHAM

KOCHAĆ BĘDĘ

Z PIEKŁA

CZY

Z NIEBA 

CIĘ WYDOBĘDĘ

DLA SIEBIE 

I CIEBIE 

SPOD ZIEMI SERCA OBA WYGRZEBIĘ

ZEDRĘ RĘCE DO KRWI

BYŚ ZNÓW BYŁ DLA MNIE 

TY

(~M~)





niedziela, 18 grudnia 2011

piątek, 16 grudnia 2011



(...) Tego wieczora, gdy wróciła do domu Ren siedział na werandzie czekając na nią. Zasnął jednak w przyjemnej, chłodnej ciszy. Tari podchodząc do niego zdążyła oszacować występowanie czerwonych kropek na podłodze i serce rosło jej ze szczęścia ponieważ ilość ich raczej nie zwiększyła się. (...) Nie chciała go budzić, ale musiała przytulić. Spał nadal a Tari przez następne chwile otaczała go całą miłością jaką miała. Pomyślała każdą modlitwę, którą znała i wystrzelała ze strzelby Rena wszystkie demony i poczwary idące, lecące i pełzające w stronę ich życia. Przestała dopiero wtedy, gdy zaczęło robić się naprawdę chłodno. Kochała go do szaleństwa odkąd pierwszy raz go ujrzała i tak już miało pozostać na wieki. Był dla niej jedyną znaną, bezpieczną i nieodzowną do oddychania RZECZĄ w życiu. - Kocham Cię - Wyszeptała mu do ucha i pocałowała zanim zdążył się obudzić. W następnej chwili poczuła na swoich ustach jego uśmiech. Ona również uśmiechnęła się nie przestając go całować. Pragnęła, aby ta chwila trwała wiecznie. A już na pewno chciała ją na wieki zapamiętać. Oczyma wyobraźni widziała, że nie oszczędzi dziś Rena w sypialni a swe postanowienie popierała brakiem nowych plam krwi na podłodze werandy. Chciała go tak jak kochała, do szaleństwa. - Brałeś wszystkie leki? - zapytała z trudem odsuwając twarz od jego twarzy, ale bardzo chciała go już zobaczyć. - Brałem... i czuję się bardzo dobrze. - odpowiedział z uśmiechem otwierając oczy. Strużka krwi z kącika prawego oka przecięła jego policzek i zakończyła swój bieg na spodniach Rena. Nawet tego nie zauważył. Twarz Tari w jednej chwili stała się martwa i bez świadomości padła na deski werandy. (...) Przerażony próbował przywrócić jej przytomność, potrząsał nią i krzyczał jej imię, nie pojmował co się stało. Przytulił ją unosząc i znów krzyczał, Tari nie reagowała, była zimna. (...) Czując jakby początek obłędu zaniósł ja do domu i położył na łóżku unosząc jej nogi na oparciu. - Dalej Tari, obudź się . - Błagał ją całując i głaszcząc. (...) W chwili, gdy zamierzał jednak ją zostawić by pobiec po doktora Tari drgnęła. Następną rzeczą jaką zobaczył była jego krew na jej twarzy i bluzce. Jego wnętrze wyło. Tari wracała do siebie, Ren płakał i przepraszał ją. Takiej mieszanki miłości i rozpaczy jaka wypełniła ich dom w tej chwili nie było tu nigdy wcześniej. Tego wieczoru Tari wydawało się, że umarła w niej nadzieja na szczęście. I chociaż tak naprawdę nadzieja owa jeszcze nie umarła, w tym momencie była o tym przekonana, nie zdając sobie sprawy z tego jak bardzo się myliła. I w tej chwili beznadziei pierwszy raz nazwała Rena dla siebie swoim Sacrum. Po cichutku, w swoim wnętrzu, tak, by przypadkiem się o tym nie dowiedział. (...)  (~M~)




<3


środa, 14 grudnia 2011




.... me serce najpewniej rozwija skrzydła zamknięte ..... w Twoich dłoniach .......
.... bezczelnie przestaje się bać, ....... skazane na nieuniknione.
.......... dotyk, ....... wrota, ............ wszystko, ................ nic. 
I nikt.  (~M~)



<3



poniedziałek, 12 grudnia 2011




Często widzę Cię niewyraźnie. 
Przeważnie śpisz wtedy, na szczęście...
Nie musisz patrzeć na to, jak niewyraźnie widzę. 
Zanim więc obudzisz się rozpoczynam proces wyostrzania wzroku. 
W tym celu mrugam. 
Z oka, siłą grawitacji uwalnia się słone to, co przeszkadzało. 
Moment jeszcze parzy cięciem wzdłuż policzków i po chwili obraz znów jest w porządku. 

.....Czasem widzisz mnie niewyraźnie, .... ..... ja też dużo śpię.  (~M~)




 

<3


sobota, 10 grudnia 2011



Powiedz jak na imię masz?
Co czujesz gdy mruczy chory wiatr?
Gdy chmury się zbierają jak stada jesiennych wron?
Za mały dzień pod nimi by się zgubić jak najdalej stąd.

Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj teraz możesz,
Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj będę przy tobie.

Zanuć jak w duszy gra muzyka.
Będziesz jak muszla znad morza.
Przyłożę cię do ucha jak szumu będę słuchał,
poczuję się jak miejsce gdzie teraz smutna jesteś.

Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj teraz możesz,
Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj będę przy tobie.

Mocno płacz, zła karma w końcu minie.
Jeszcze raz lepiej pozostań przy mnie.
W poduchach czułych słów jak dziecko senne zatrać siebie.
Nie wolno być samemu, kiedy puste okna ciemne są jak niemy krzyk.

Wtedy przez sen wrócimy razem.
Jeśli chcesz przewodnikiem tu zostanę
i w kieszeń schowam ciebie
tam w poduchach snu bezpiecznie
Utulę tym spacerem bicia serce słuchać będę.

Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj teraz możesz,
Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj będę przy tobie.

Mocno płacz, zła karma w końcu minie.
Jeszcze raz lepiej pozostań przy mnie.
W poduchach czułych słów jak dziecko senne zatrać siebie.
nie wolno być samemu, kiedy puste okna ciemne...

Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj teraz możesz, (są jak...)
Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lulaj będę przy tobie. (...niemy krzyk)

Lulaj, lulaj, lulaj, lulaj, lilaj lulaj, lulaj...

Sebastian Makowski - "Karma"




<3

środa, 7 grudnia 2011



(...) Tari i Ren rzadko mieli wspólne zdanie. Różniło ich wiele, lecz łączyło jeszcze więcej. Odróżniali się też mocno od innych mieszkańców doliny, ale do tego wszyscy dawno zdążyli się przyzwyczaić. Okoliczna ludność była na ogół przyjazna, życzliwa i tolerancyjna, nawet dla obcych i gości, a Tari i Ren byli tu przecież u siebie. Najbardziej różnili się od reszty mieszkańców wyglądem. Oboje mieli prawie czarne włosy, co było tutaj więcej niż rzadkością, Ren na dodatek miał ciemną karnację i nieco egzotyczną urodę. Jego świętej pamięci rodzice sporo przeszli z powodu odbiegającego od innych wyglądu syna. Po okolicy krążyły historie mówiące o tym jak to matka Rena nie mogąc począć dziecka z własnym mężem zrobiła to z jak plotkowano - byle kim. Byle Kto nie pochodził stąd, był kupcem czy rzemieślnikiem, który przypłynął tu i odpłynął. Ojciec i matka Rena wiedzieli, że Byle Kogo nigdy nie było. Tari również wierzyła w nieistnienie Byle Kogo. Ren, chociaż pragnął w to wierzyć, nie potrafił. Tari zawsze czuła, gdy myślał o swoim ojcu, mimo, że prawie nigdy o tym nie rozmawiali. Czuła wtedy ten bezsens rozmyślań, lęków, tęsknot ukochanego, była bowiem pewna, że ojciec Rena był tylko jeden i nikt inny w życiu jego matki nigdy się nie pojawił. A jeśli ona czuła coś w ten sposób musiało to być prawdą. Wiedziała jednak, że w tym momencie musi zostawić Rena samego ze sobą. Tak właśnie robiła, mimo, że jej serce pragnęło wziąć na siebie całe jego cierpienie i niepokój. Dbała wówczas o to, by w domu nie zabrakło mocnego wina ... i sama piła, o wiele więcej niż on. Nie miała dobrego zdania o sobie a pod wpływem alkoholu uważała się za jeszcze gorszą i bezwartościową. Nie mogła pojąć, dlaczego Ren tak ślepo uważał inaczej. Tari odnajdywała w sobie jakiś stopień szaleństwa i czuła, że to zła energia. To tak, jakby księżyc wspomagany wydarzeniami mijającego dnia płatał jej swym wpływem dość okrutne figle. Tygodniami potrafiła prawie nie jeść i nie spać, żyjąc w bliżej nie określonym świecie do którego Ren nie miał dostępu. W tych "dziwnych" jak mówił Ren okresach, a "złych" lub "martwych" jak myślała Tari jego opieka i miłość sprawiały, że w ogóle mogła funkcjonować. Czasami patrząc na niego widziała wielkie, żywe, oddychające skrzydła wyrastające z jego ramion, nigdy jednak nie powiedziała mu o swojej wizji. Widział dość jej szaleństwa, nie chciała by dodatkowo słuchał głosu, jakim szaleństwo przemawia. Czy to w szaleństwie, czy w spokoju, który w końcu po nim przychodził Tari czuła, że jest dla Rena ciężarem. Że nie zasługuje na niego. Wiedziała, że gdyby znał jej myśli raniła by go nimi do żywego, ale nie potrafiła czuć inaczej. Było to silniejsze od niej. A Ren kochał Tari nad życie. Bez przesadnych emocji zdarzało mu się mówić o tym, że gdyby zabrakło Tari bez chwili zawahania odebrałby sobie życie. W dolinie nie było osoby, która by o tym nie wiedziała, Ren bowiem najczęściej wypowiadał się w knajpie nie będąc już najtrzeźwiejszym jej klientem. Mimo to wiadome było, że mówi co czuje. Niektórzy mężczyźni z tego powodu mieli go za mięczaka, a większość tutejszych kobiet zapewne pragnęła choć raz w życiu usłyszeć takie słowa z ust swych mężów. Ale drugiego takiego jak Ren nie było. Ani drugiej takiej jak Tari. (...) (~M~)





niedziela, 4 grudnia 2011




...... przecałować łzy twoje do .............. nienasycenia ...............................
................... zadając bezboleśnie rany ............ zapomnienia ....... ......... ..  (~M~)



<3


piątek, 2 grudnia 2011




Żyję, bo jesteś i ginę, bo jesteś,
bolesny proces trwania w beznadziejnej tęsknocie.
Tobą skażona i błogosławiona,
na własne życzenie zaczęta i skończona.
Zmęczona.  (~M~)




<3