niedziela, 30 października 2011

( ... ) Zaraz po śniadaniu Ren zaprzęgł konie i wyruszyli z domu. W drodze na targ spotkali Lilian, Gerda i chłopców idących do kościoła. Zatrzymali się przy nich dosłownie na moment, dzwony wzywające na mszę przestawały już bić. Gerd umówił się z Renem, że wieczorem odwiedzi go by podziwiać nowości w stajni. Tari i Lilian wymieniły tylko serdeczne spojrzenia. Ta krótka chwila pozwoliła Tari zauważyć smutek, który starała się ukryć jej przyjaciółka. Przypomniała jej się rozmowa z Lilian, którą przeprowadziły już jakiś czas temu. Tari poczuła się źle, miała świadomość tego, że nie zainteresowała się problemami Lili tak jak powinna. Jednak nie był to czas ani miejsce na roztrząsanie własnych wyrzutów sumienia. To nie była niedziela Tari ani Lilian. Była to niedziela Rena. Ruszyli w dalszą drogę. Po chwili Tari obejrzała się jeszcze w stronę przyjaciółki. Dostrzegła, że Lilian uczyniła to samo. W momencie, gdy ich spojrzenia spotkały się Tari poczuła ogromna niechęć do Gerda. Zaklęła w myślach jak mogła najgorzej. Odwróciła się w kierunku jazdy a przed oczami miała obraz Lilian trzymającej chłopców za ręce i odwracającej się do Tari tak, jakby po mimo dzielącego je dystansu chciała jej coś powiedzieć. - Zauważyłaś, Lili była jakaś smutna...? - słowa Rena zupełnie ją zaskoczyły. Najchętniej powiedziałaby mu teraz wszystko co wiedziała o smutkach Lili, ale przecież obiecała jej, że tego nie zrobi. - Wyobrażasz sobie jaka byłabym smutna, gdybyś co niedzielę ciągnął mnie do kościoła? - zażartowała Tari jak mogła najlepiej. Ren uśmiechnął się, jednak żart nie był trafiony. - Dla ciebie Tari byłaby to kara niewspółmierna do przewinień - odpowiedział - Ale Lili? To raczej jej małżonek czyni wszystko żeby wykręcić się od tego typu niedzielnych atrakcji. - Ren oczywiście miał rację. - Zmierzyłam ją swoją miarą - zaczęła Tari, ale Ren wszedł jej w słowo - To duży błąd kochanie - uśmiechał się i był cały czas w doskonałym nastroju - Nijak nie można mierzyć ciebie i Lilian jedną miarą, nie ma takiej miary. - To dokładnie tak jak z Tobą i Gerdem - nie zdołała powstrzymać się Tari,  po czym przygryzła wargi. - A co takiego masz na myśli - zapytał uważnie Ren i spojrzał na nią . - Wszystko - odpowiedziała szybko - nie ma nawet o czym mówić. - Ren nie dał się jednak zbyć tą niedbałą odpowiedzią, co chwilę spoglądał na nią, Tari patrzyła przed siebie. - Wydaje mi się, że chodzi o coś więcej niż 'wszystko' -  kontynuował - ale jestem prawie pewien, że nie dowiem się o co chodzi. - Tari nie wiedziała co dopowiedzieć, Ren wyczuwał, że coś jest nie tak. Nie była upoważniona do powiedzenia mu prawdy, ale też nie zamierzała go okłamywać. Spojrzała na niego. Przełożył lejce do jednej ręki i pogłaskał Tari po włosach. - Powiesz mi, jak będziesz mogła - powiedział całkiem poważnie. Tari zamknęła oczy. Zawsze było tak samo, była dla Rena jak książka zawsze otwarta i gotowa do tego, by mógł w niej czytać. I wcale nie było to dobre, było jednak piękne. Pomyślała znowu, że Lilian zasługuje na kogoś takiego jak Ren. I jej synowie powinni mieć takiego ojca, jakim byłby Ren. Spojrzała na niego myśląc o tym. ( ... ) Patrzył przed siebie, zmrużył oczy i uśmiechał się delikatnie, ale prawie triumfalnie. Piękniejszego widoku Tari nie miała okazji podziwiać od dawna. Nic, kompletnie nic innego nie liczyło się w tej niesamowitej chwili. Przez moment znajdowała się w stanie zaczarowania. Tak uśmiechał się Ren, gdy był jeszcze zdrowy. ( ... )  (~M~)



<3


<3


sobota, 29 października 2011




Odeszłam już stąd
ale zawróciłam
do twoich ust, rąk i oczu
by zgubić się w tej mgle.

Przez chwilę byłam
i już mnie nie ma
rozpływam się
w szepcie twoich ust
w mocy spojrzenia 
zasypiam ......................
........ lecz niczego nie zmieniam.  (~M~)




<3


czwartek, 27 października 2011





....... by Twoje oczy w moje patrzyły
...... by usta Twoje z mymi złączone
.... by moje serce przy Twoim biło,
tego chcę ......... albo by mnie nie było.  (~M~)






środa, 26 października 2011


................. nic już nie powiem, .......... nie napiszę, ........... nawet nie pomyślę .....

Wystarczy, że Cię wyśnię ...........................  (~M~)








wtorek, 25 października 2011


Moving near the edge at night
Dust is dancing in the space
A dog and bird are far away
The sun comes up and down each day
Light and shadow change the walls
Halley's comet's come and gone
The things I touch are made of stone
Falling through this night alone

Love
Don't go away
Come back this way
Come back and stay
Forever and ever

Please stay

Dust is dancing in the space
A dog and bird are far away
The sun comes up and down each day
The river flows out to the sea

Love
Don't go away
Come back this way
Come back and stay
Forever and ever

The world spins.




<3  




<3



niedziela, 23 października 2011



Nic to
że trochę uszkodzone
moje serce
Jesteś 
eliksirem magicznym 
domięśniowo
natychmiastowo
i po płaczu  (~M~)



<3


sobota, 22 października 2011



przy blasku gwiazd
chwytam chwile na wietrze
zatrzymać chcę czas
moją miłość
by nic się nie zmieniło  (~M~)



Odległość nie jest miarą oddalenia. 
-Antoine de Saint-Exupéry



piątek, 21 października 2011




Księżyc śpi
Gwiazda życzeń też
Niech zbudzą się
Pocieszą dzisiaj mnie..

W ciemności jestem sama
W biały dzień ze strachu drżę
Przybądź do mnie.
Me serce tęskni wciąż
Szukam Cię we wspomnień mgle
Przybądź do mnie..

Chcę bardzo byś wreszcie mnie znalazł
Bo bez Ciebie okropnie mi źle
Do każdej z gwiazd wiadomość ślę
Gdzie jesteś teraz?
Powiedz gdzie
Cały czas o Tobie śnię
Znów z Tobą być chcę..

Lecz słońce wzejdzie znów
I nastanie nowy dzień
Znowu znikniesz
Bo to jest tylko sen
Gdy otworzę oczy swe
Znowu znikniesz..

Tak bardzo wierzyłam w to zawsze
Ale zawsze nie zawsze chce trwać
Do każdej z gwiazd wiadomość ślę
Lecz żadna choć tak bardzo chce
Znaku mi nie może dać
Gdzie jesteś ach gdzie?

Chcę słyszeć znów
Twój głośny śmiech
Chcę z Tobą być
Chwilę lub dwie
Ooo tylko chwilę lub dwie
Jedną chwilę

Tak bardzo wierzyłam w to zawsze
Ale zawsze nie zawsze chce trwać
Do każdej z gwiazd wiadomość ślę
Lecz żadna choć tak bardzo chce
Znaku mi nie może dać
Więc chyba zaraz pójdę spać
Ciekawe czy zasnąłeś też
Gdzie jesteś ach gdzie?









wtorek, 18 października 2011




Nikt mnie tak nie zna, nikt tak nie umie
I nikt nie pojmie mnie, nie zrozumie

Uczuć mych rannych, zimnych, wezbranych
Nikt nigdy nie chciał jak Ty Kochany

Nie ma rąk innych dla dłoni moich
Jak delikatność i siła Twoich

Przed Tobą tylko chcę się otwierać
Dawać Ci wszystko, wszystko zabierać

Tylko Ty jeden posiadasz klucz
Do myśli moich, serca, rąk, ust ..........

.... i snów.  (~M~)



<3



poniedziałek, 17 października 2011


<3

chociaż mam ciebie, nie mam nikogo
chociaż mam szczęście, stale go brak
nigdy nie pójdę z tobą twą drogą
powiedz dlaczego dzieje się tak?
chociaż tak blisko jesteśmy z sobą
chociaż słyszałam sto pięknych słów
to czas przemija doba za dobą
...a ktoś samotny zostaje znów
chociaż cię kocham miłością moją
to nie zrozumiem czemu tak jest
chociaż za tobą pójdę, jak stoję
i nie powstrzyma mnie żaden gest
chociaż nikogo nie mam prócz ciebie
a ty nikogo nie masz prócz mnie
bardzo daleko jest nam do siebie
a to, co dobre staje się złe
chociaż oddycham twymi ustami
twymi oczami spoglądam w dal
to życia piękno wciąż jest przed nami
a w sercu stale panuje żal
chociaż w mym sercu twe serce bije
a w twoim wiem to, że bije me
wszystko, co piękne obok przemija
zostaje smutek i myśli złe
lecz także chociaż jesteś daleko
i chociaż tyle trudności mam
to z głębi serca tobie przyrzekam,
że nigdy w świecie nie będziesz sam  (~M~)



............





sobota, 15 października 2011


<3

(...) Niedziela nadeszła deszczowa i chłodna. Tari wstała bardzo wcześnie i słysząc deszcz w swojej wyobraźni usiadła na szerokim parapecie by wygodnie móc go obserwować. Była to jej ulubiona aura. W takich momentach żałowała, że w domu nie było słychać jak krople bębnią na werandzie, dachu, szeleszczą w trawie. Musiała wyobrażać sobie te odgłosy, co przychodziło jej z niezwykłą łatwością. Deszcz uspokajał ją zawsze, tak było i tym razem. Zapatrzyła się w widok za oknem, jezioro było lekko chropowate od spadających na nie kropli, trawa błyszczała metaliczną zielenią. Niebo szczelnie zasnute było chmurami, słońce wstało nie dawno, nie miało jednak szans przebić się przez ciemno szare pokłady gęstych, ciężkich wręcz chmur. Tari zachwycała się tym widokiem i odrywała od niego wzrok tylko na krótkie chwile, by spoglądać na Rena, który spokojnie spał. Nie pozostawiała na nim wzroku dłużej niż na moment, zbyt długie spojrzenie obudziło by go, a tego nie chciała. Chciała żeby wreszcie wypoczął, żeby spał do południa, w wyniku czego spóźnili by się na niedzielny obiad do Lili i Gerda. Wiedziała, że niestety pójdą tam dziś, dlatego nie mogła spać, a teraz celebrowała obserwację deszczowego krajobrazu ich ukochanego jeziora starając się nie wybiegać myślami do popołudnia. Już w sobotni wieczór na szafie zawisły dwa wieszaki z ich ubraniami, które złowrogo patrzyły na Tari teraz i wczoraj gdy prasowała je. Miała ochotę oderwać dłoń od ciężkiego żelazka i napawać się widokiem dymu idącego z wypalanej właśnie dziury. Dziura jednak, jak i wiele innych rzeczy powstała tylko w jej wyobraźni. Wszystko było przygotowane do ich dzisiejszego wyjścia z domu. Na komodzie przy drzwiach leżały książki i słodycze dla chłopców. Z parapetu było je dobrze widać i wzrok Tari wędrował w ich kierunku częściej niż zdawała sobie z tego sprawę. W kuchni, w chłodnym kącie na podłodze stała butelka wina i kwiaty dla gospodarzy dzisiejszego obiadu, ich przyjaciół. Tego nie dało się dostrzec z sypialni, Tari widziała jednak ów kuchenny kąt mimo wszystko. Były dwa powody, dla których odczuwała delikatnie mówiąc niechęć do spotkania z przyjaciółmi. Pierwszy, mniej istotniejszy to ich dzieci , które dla Gerda były pretekstem do niby humorystycznych docinków kierowanych aż do znudzenia pod adresem Rena, mimo iż ogólnie wiadomo było, że Ren nie jest ojcem nie ze swojej winy. Oczywiści Gerd będzie się powstrzymywał od złośliwej ironii, ale po drugiej butelce wina puszczą mu wszelkie hamulce, tak było zawsze i tak będzie i tym razem. (...) Drugim, podstawowym powodem niechęci Tari do tego niedzielnego spotkania był oczywiście stan zdrowia Rena. Tylko ona i doktor wiedzieli co się dzieje. " To spotkanie będzie inne niż wszystkie dotychczas " -myślała wstając zmarznięta z parapetu- " Niech nikt nawet nie próbuje burzyć spokoju mojego Rena. I tak zrobią to te cholerne dzieci, ... które niczego nie są winne. Poza tym to ja specjalizuję się w burzeniu spokoju i dobrego nastroju mojego ukochanego i jestem w tym naprawdę dobra. Powinnam mieć na to wyłączność. " - Tak myśląc podeszła do łózka, odchyliła kołdrę i położyła się przytulając do ciepłego ciała Rena. Jej zimno obudziło go, bez myślenia wiedział, że siedziała przy oknie. - Która godzina ? - zapytał zaspanym głosem - Wcześnie, chcę jeszcze spać. - Skłamała Tari i zamknęła oczy. Ren jeszcze przez chwilę głaskał ją po włosach, ale szybko zasnął znowu. Tari nie zasnęła. Liczyła uderzenia jego serca. (...)  (~M~)






<3


piątek, 14 października 2011




................. lustereczko, powiedz przecie ........ kto najsmutniejszy, ...... na świecie .......... ?? ............................
...... jesteś smutna ja łza w święta ........... ale wielu smutniejszych, ........................... pamiętaj ...........
......... lustereczko ucisz się, jeden ruch ............ rozbijesz się .
.............. tyś smutna jak oczy tęsknoty, ............... twój obłęd ............. smutniejszy, ........................... wiedz o tym ..........................
........ tak jak wiesz,  gdzie więzisz swe wierne Potwory.  (~M~)






music: "Rosemary's Baby" soundtrack "Lullaby"




czwartek, 13 października 2011



rozłączona
daleko od Ciebie, zagubiona
w milczeniu łez
w ciągłym osamotnieniu…

spoglądam w gwiazdy
zmęczona nadzieją
szukam Cię błądząc
a przecież trzymam za rękę.

zimno.  (~M~)




Tak zimno mi bez Ciebie......






wtorek, 11 października 2011


~.....~

(...) Tari martwiła się coraz bardziej. Doktor zalecił Renowi odpoczynek, miał kilka dni pozostać w domu. Gdy Tari wychodziła rano Ren spał, nigdy wcześniej nie wstawała przed nim, było to dziwne dla nich obojga. Postanowiła jednak kategorycznie przestrzegać zaleceń doktora a Ren by zachować spokój ich magicznego domu wolał nie mieć w tej sprawie nic do powiedzenia. Pozwalał by Tari prawie karmiła go, poiła, faszerowała specyfikami, które zostawił doktor i oszczędzała go w każdej sferze. To ostatnie zwłaszcza wcale mu nie pomagało, ale widząc zapał z jakim Tari go oszczędzała nie śmiał jej tego popsuć. Wiedział, że było jej to potrzebne, że jego ukochana czuje się wtedy lepiej, a przecież tylko o to mu chodziło. (...) Krwawienia z nosa i oczu nie ustępowały, mimo , że jego organizm był w stanie spoczynku, nie narażony na żaden wysiłek. Starał się zacierać po nich wszelkie ślady, choć było to coraz trudniejsze. Czuł, że pogorszył mu się wzrok, siedząc na werandzie nie dostrzegał już szczegółów gałęzi drzew rosnących przy jeziorze. Lubił patrzeć na nie, oceniać kąt ich odchylania się i częstotliwość tych odchyleń. Patrzył w ten sposób na wiatr i czas. Teraz, gdy nie mógł już tego dojrzeć wmawiał sobie, że wcale nie było mu to do niczego potrzebne. Książki i prasa też stały się jakieś nieprzyjazne, również z powodu czerwonych plamek, które w bezsensowny sposób pojawiały się na kartkach papieru. Pojawiały się również na deskach werandy, i było to jedno z miejsc, w którym Tari ich poszukiwała. Jakże była szczęśliwa, gdy akurat nie znajdowała nowych. (...) - Doktorze, Ren wcale nie czuje się lepiej, mam już obsesję, śledzę każdy jego ruch, co mu jest ?, czy masz już diagnozę ?, wiesz co mu dolega ?, czy on ci coś mówi, bo mi nie mówi nic prócz tego, że czuje się dobrze...- Tari coraz częściej śmiała zamęczać doktora pytaniami. Ten jednak nie miał dla niej konkretnych odpowiedzi, ani dobrych wiadomości. - Tari, Ren to trudny pacjent - odpowiedział nie patrząc jej w oczy - Jest hardy i najwyraźniej postanowił nic nie mówić, z trudem wyciągam od niego cokolwiek. Robię co w mojej mocy i myślę, co można zrobić jeszcze więcej. Musimy być dobrej myśli, choroby przychodzą i odchodzą Tari, tak jest w znakomitej większości przypadków.- Doktor przez swój optymistyczny charakter brzmiał dla niej naprawdę pocieszająco. Pragnęła uchwycić się jego słów i trzymać je zawsze przy sobie... - Choroba przychodzi i odchodzi, w znakomitej większości przypadków...- Tak myślała jej głowa. Serce wiedziało jednak, że Ren nigdy nie lubił być częścią większości, a zwłaszcza znakomitej. I za to również go kochała. (...)  (~M~)



~.....~



poniedziałek, 10 października 2011

niedziela, 9 października 2011



............. serce me .......... .... pełne ciebie po brzegi ..........................
...................
..... czasem nadpęknie gdzieś ..................... z boku , ............ z tyłu ...............
...........zapuchnie przejściowo , ......... coraz częściej krwawi ....................................
....... bez rytmu bije , ..... odpocząć przystaje ............ ........... ........ .... ..

ale pompuje dla ciebie tylko
dopóki żyje
jeszcze przez chwilę .  (~M~)





myśli ______ kropel deszczu ostrza
słowa_____ ołów z róży płatków
oczy ___________ na oścież zaciśnięte
usta _______________ po brzegi pusta
dłonie _____ wrzącym lodem płonę
siła ___________________ rozkosz zabija
i cisza _____________ byś usłyszał  (~M~)






sobota, 8 października 2011




....... przebudź się kochany ........ co chcesz mi powiedzieć ...

... moje serce to czuje ......... lecz rozum chce wiedzieć ...

...... umysł chce usłyszeć jak padają słowa .....

... nawet gdyby dusza miała być nie gotowa na nie ..........




.......... zamknij oczy , i otwórz ........ i niech będą żywe ...............

... nie bój się, to sen tylko ..... choć wszystko tak prawdziwe ......

......... tyle już nam zabrano ................... a nie pokonano ...

.... nie czas jest teraz na to , co się jeszcze ... nie stało ............




Dziś ja jestem silna

nie odstąpię od Ciebie

masz wrócić i być ze mną

w naszym piekle-niebie . (~M~)



<3





piątek, 7 października 2011




(...) W domu Rena i Tari znajdowała się całkiem spora biblioteczka. Miejsce to było nadzwyczaj zadbane przez Tari, w porównaniu z resztą domu. Była to niewielka izba, której dwie ściany od podłogi po sufit pokrywały półki z książkami. (...) Tari uwielbiała ten pokoik, Ren również. Jeżeli tylko jakieś dodatkowe niespodziewane obowiązki nie przeszkodziły regularnie czytali sobie, na głos. Dla Tari były to chwile, na które nieraz od rana czekała, myślała o nich będąc w pracy, oczywiście jeśli akurat była kolej czytania Rena. (...) Siadali na fotelach na przeciw siebie rozdzielonych stolikiem. Ren siedział wyprostowany, Tari podkulała nogi na fotelu i obejmowała sama siebie. I wtedy zaczynała się magia... (...)  (~M~)




<3




czwartek, 6 października 2011




w wielkim formacie
tatuaż na sercu
tak idealnie piękny,
a tak bardzo boli ...

każdy dotyk
dokładnie wyrysowany,
każde słowo
grubą linią podkreślone

niezmywalny z rozstaniem,
trwały z bólem,
dozgonny ślad
błędnego uczucia

na zawsze z tobą na sercu
trafiłam w życia sedno
nie zrobi nikt przeszczepu
serce dostaje się tylko jedno ...  (~M~)




Tylko jedno.


środa, 5 października 2011



mój rycerz obroni mnie od zła wszelkiego
miecz ma utkany ze strachu mojego
dlatego tak ciężki wielki
dlatego wziął go do reki
moje lęki 
obłędy
nieusychalne ich pędy
w tych dłoniach przywiędły   (~M~)




Powołuję dziś Rycerza
prawego, honoru pełnego.
W ręku jego metal błyska,
to Miecz Serca- krew zeń tryska,
spływa szybko ostrym brzegiem,
wołam cicho: biegiem! biegiem!
Nim wykrwawię serce moje,
Rycerz zwalczy ciężkie boje,
Mieczem Serca zniszczy cień,
wszystko wnet zamieni w Sen... (~M~)






wtorek, 4 października 2011



rozbita o ciebie
w pustym piekle niebie
licząc krople krwi
nasłuchuję czy nie wracasz
okno-drzwi-okno-drzwi   (~M~)






....... pijana
pijana miłością
tęsknotą
czy złością
...... oszołomiona
ja ......... szalona
wściekła do łez potoku
do samego rdzenia bólu ... mego
chcę tylko ......... kochać
czy to jest coś złego?   (~M~)





poniedziałek, 3 października 2011

Come slowly
  by Emily Dickinson   

Come slowly, Eden
Lips unused to thee.
Bashful, sip thy jasmines,
As the fainting bee,
Reaching late his flower,
Round her chamber hums,
Counts his nectars -alights,
And is lost in balms!





niedziela, 2 października 2011



mówię siad ! mojej tęsknocie
waruj tu przy pustej misce
wróci Pan dostaniesz żreć
póki co cicho siedź  (~M~)




(...) Ren udał się do Gerda. Zabrali strzelbę i kilka osób z okolicy, do pomocy. Zmarznięte, wycieńczone zwierzęta były w agonii. Padły cztery strzały. (...) Najwięcej czasu zajęło wynoszenie i wywożenie martwych koni, towarzyszył temu tłum gapiów zaalarmowanych oddanymi wystrzałami. Każde ręce do pomocy były potrzebne. Dopiero nad ranem zwierzęta zostały zakopane z dala od osady. Ren nie spieszył się do domu, został u Gerda, gdzie obaj pili do świtu. Dopiero potem wrócił do Tari. Siedziała w kuchni tak, jak wtedy gdy wyszedł z domu. Podszedł do niej, odgarnął włosy z jej karku i pocałował tam. -Czy przyjmiesz koniobójcę Malutka...?- zapytał, a w jego głosie alkohol mieszał rozpacz i pożądanie.Tari poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. -Koniobójczyni zawsze Cię przyjmie, Aniele.- odpowiedziała pragnąc go jak szalona. (...) Tak wyglądał powrót Rena do domu.(...) (~M~)

sobota, 1 października 2011



....................... tak mnie nauczyłeś ............................................... że jesteś moją siłą .................... ..................... że nic nigdy do końca nas nie złamie .............................. ............. .............czy mogę się tego uchwycić , ............. gdy najgorsze wciąż przed nami .........................................................
..........jeśli to nie miłość to nie gniewaj się , ...............dobrze wiesz i tak ja kocham Cię..........  (~M~)



1. Piwem możesz się rozkoszować każdego dnia w miesiącu

2. Piwa nie trzeba zapraszać na kolację

3. Piwo zawsze będzie cierpliwie czekać w samochodzie,
aż skończysz grać w piłkę

4. Piwo nigdy się nie spóźnia

5. Piwo nigdy nie jest zazdrosne, gdy weźmiesz inne

6. Po piwie kac zawsze przechodzi

7. Naklejki z piwa zdejmuje się bez walki

8. Gdy idziesz do baru, masz zawsze gwarancję dostania piwa

9. Piwo nigdy nie ma bólu głowy

10. Gdy już wypijesz piwo, masz zawsze butelkę wartą
co najmniej 5 zł

11. Piwo się nie zmartwi, gdy przyjdziesz do domu z innym piwem

12. Piwo zawsze wchodzi gładko

13. Możesz wypić wiecej niż jedno piwo w ciągu nocy i nie czuć się winnym

14. Piwem możesz się podzielić z przyjaciółmi

15. Zawsze wiesz czy jesteś pierwszym, który otwiera butelkę

16. Piwo jest zawsze wilgotne

17. Piwo nie żąda równości

18. Piwo możesz pić przy ludziach

19. Piwa nie obchodzi pora, o której wracasz

20. Za zmianę piwa nie trzeba płacić alimentów

21. Chłodne piwo to dobre piwo

22. Piwa nie trzeba myć, żeby dobrze smakowało

23. Od piwa nie można się niczym zarazić

24. Piwo zawsze Cię zadowoli

25. Piwo nie mówi dla żartow, że jest w ciąży

26. Piwo nie ma krewnych

27. Niezależnie od opakowania, piwo zawsze dobrze wygląda

28. Piwo nie narzeka na chrapanie

29. Jedyna rzecza o jakiej mówi Ci piwo jest pora,
kiedy musisz iść do WC

30. Nie musisz wstydzić się piwa, z którym przyszedłeś na imprezę

31. Z imprezy można wyjść z innym piwem niż to,
z którym się przyszło

32. Piwo nie ma włosów tam, gdzie nie trzeba

33. Nie trzeba mieć zezwolenia, żeby mieszkać z piwem

34. Piwa nie obchodzi, ile zarabiasz

35. Piwo nie narzeka na wakacje, które wybrałeś

36. Piwo nie będzie ci mialo za złe, jesli zaśniesz zaraz po jego wypiciu

37. Piwo lubi jeździć w bagażniku

38. Piwo nie narzeka na plamy od potu

39. Możesz trzymać wszystkie swoje piwa w jednym pokoju
i nie będą się bić

40. Piwo nie potrafi Cię obrazić

41. Piwu nie trzeba tłumaczyć swoich uczuć żeby je wypić

42. Piwo nie pójdzie samo do kolegi

;)