( ... ) Zaraz po śniadaniu Ren zaprzęgł konie i wyruszyli z domu. W drodze na targ spotkali Lilian, Gerda i chłopców idących do kościoła. Zatrzymali się przy nich dosłownie na moment, dzwony wzywające na mszę przestawały już bić. Gerd umówił się z Renem, że wieczorem odwiedzi go by podziwiać nowości w stajni. Tari i Lilian wymieniły tylko serdeczne spojrzenia. Ta krótka chwila pozwoliła Tari zauważyć smutek, który starała się ukryć jej przyjaciółka. Przypomniała jej się rozmowa z Lilian, którą przeprowadziły już jakiś czas temu. Tari poczuła się źle, miała świadomość tego, że nie zainteresowała się problemami Lili tak jak powinna. Jednak nie był to czas ani miejsce na roztrząsanie własnych wyrzutów sumienia. To nie była niedziela Tari ani Lilian. Była to niedziela Rena. Ruszyli w dalszą drogę. Po chwili Tari obejrzała się jeszcze w stronę przyjaciółki. Dostrzegła, że Lilian uczyniła to samo. W momencie, gdy ich spojrzenia spotkały się Tari poczuła ogromna niechęć do Gerda. Zaklęła w myślach jak mogła najgorzej. Odwróciła się w kierunku jazdy a przed oczami miała obraz Lilian trzymającej chłopców za ręce i odwracającej się do Tari tak, jakby po mimo dzielącego je dystansu chciała jej coś powiedzieć. - Zauważyłaś, Lili była jakaś smutna...? - słowa Rena zupełnie ją zaskoczyły. Najchętniej powiedziałaby mu teraz wszystko co wiedziała o smutkach Lili, ale przecież obiecała jej, że tego nie zrobi. - Wyobrażasz sobie jaka byłabym smutna, gdybyś co niedzielę ciągnął mnie do kościoła? - zażartowała Tari jak mogła najlepiej. Ren uśmiechnął się, jednak żart nie był trafiony. - Dla ciebie Tari byłaby to kara niewspółmierna do przewinień - odpowiedział - Ale Lili? To raczej jej małżonek czyni wszystko żeby wykręcić się od tego typu niedzielnych atrakcji. - Ren oczywiście miał rację. - Zmierzyłam ją swoją miarą - zaczęła Tari, ale Ren wszedł jej w słowo - To duży błąd kochanie - uśmiechał się i był cały czas w doskonałym nastroju - Nijak nie można mierzyć ciebie i Lilian jedną miarą, nie ma takiej miary. - To dokładnie tak jak z Tobą i Gerdem - nie zdołała powstrzymać się Tari, po czym przygryzła wargi. - A co takiego masz na myśli - zapytał uważnie Ren i spojrzał na nią . - Wszystko - odpowiedziała szybko - nie ma nawet o czym mówić. - Ren nie dał się jednak zbyć tą niedbałą odpowiedzią, co chwilę spoglądał na nią, Tari patrzyła przed siebie. - Wydaje mi się, że chodzi o coś więcej niż 'wszystko' - kontynuował - ale jestem prawie pewien, że nie dowiem się o co chodzi. - Tari nie wiedziała co dopowiedzieć, Ren wyczuwał, że coś jest nie tak. Nie była upoważniona do powiedzenia mu prawdy, ale też nie zamierzała go okłamywać. Spojrzała na niego. Przełożył lejce do jednej ręki i pogłaskał Tari po włosach. - Powiesz mi, jak będziesz mogła - powiedział całkiem poważnie. Tari zamknęła oczy. Zawsze było tak samo, była dla Rena jak książka zawsze otwarta i gotowa do tego, by mógł w niej czytać. I wcale nie było to dobre, było jednak piękne. Pomyślała znowu, że Lilian zasługuje na kogoś takiego jak Ren. I jej synowie powinni mieć takiego ojca, jakim byłby Ren. Spojrzała na niego myśląc o tym. ( ... ) Patrzył przed siebie, zmrużył oczy i uśmiechał się delikatnie, ale prawie triumfalnie. Piękniejszego widoku Tari nie miała okazji podziwiać od dawna. Nic, kompletnie nic innego nie liczyło się w tej niesamowitej chwili. Przez moment znajdowała się w stanie zaczarowania. Tak uśmiechał się Ren, gdy był jeszcze zdrowy. ( ... ) (~M~)

<3
<3
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz