wtorek, 11 października 2011


~.....~

(...) Tari martwiła się coraz bardziej. Doktor zalecił Renowi odpoczynek, miał kilka dni pozostać w domu. Gdy Tari wychodziła rano Ren spał, nigdy wcześniej nie wstawała przed nim, było to dziwne dla nich obojga. Postanowiła jednak kategorycznie przestrzegać zaleceń doktora a Ren by zachować spokój ich magicznego domu wolał nie mieć w tej sprawie nic do powiedzenia. Pozwalał by Tari prawie karmiła go, poiła, faszerowała specyfikami, które zostawił doktor i oszczędzała go w każdej sferze. To ostatnie zwłaszcza wcale mu nie pomagało, ale widząc zapał z jakim Tari go oszczędzała nie śmiał jej tego popsuć. Wiedział, że było jej to potrzebne, że jego ukochana czuje się wtedy lepiej, a przecież tylko o to mu chodziło. (...) Krwawienia z nosa i oczu nie ustępowały, mimo , że jego organizm był w stanie spoczynku, nie narażony na żaden wysiłek. Starał się zacierać po nich wszelkie ślady, choć było to coraz trudniejsze. Czuł, że pogorszył mu się wzrok, siedząc na werandzie nie dostrzegał już szczegółów gałęzi drzew rosnących przy jeziorze. Lubił patrzeć na nie, oceniać kąt ich odchylania się i częstotliwość tych odchyleń. Patrzył w ten sposób na wiatr i czas. Teraz, gdy nie mógł już tego dojrzeć wmawiał sobie, że wcale nie było mu to do niczego potrzebne. Książki i prasa też stały się jakieś nieprzyjazne, również z powodu czerwonych plamek, które w bezsensowny sposób pojawiały się na kartkach papieru. Pojawiały się również na deskach werandy, i było to jedno z miejsc, w którym Tari ich poszukiwała. Jakże była szczęśliwa, gdy akurat nie znajdowała nowych. (...) - Doktorze, Ren wcale nie czuje się lepiej, mam już obsesję, śledzę każdy jego ruch, co mu jest ?, czy masz już diagnozę ?, wiesz co mu dolega ?, czy on ci coś mówi, bo mi nie mówi nic prócz tego, że czuje się dobrze...- Tari coraz częściej śmiała zamęczać doktora pytaniami. Ten jednak nie miał dla niej konkretnych odpowiedzi, ani dobrych wiadomości. - Tari, Ren to trudny pacjent - odpowiedział nie patrząc jej w oczy - Jest hardy i najwyraźniej postanowił nic nie mówić, z trudem wyciągam od niego cokolwiek. Robię co w mojej mocy i myślę, co można zrobić jeszcze więcej. Musimy być dobrej myśli, choroby przychodzą i odchodzą Tari, tak jest w znakomitej większości przypadków.- Doktor przez swój optymistyczny charakter brzmiał dla niej naprawdę pocieszająco. Pragnęła uchwycić się jego słów i trzymać je zawsze przy sobie... - Choroba przychodzi i odchodzi, w znakomitej większości przypadków...- Tak myślała jej głowa. Serce wiedziało jednak, że Ren nigdy nie lubił być częścią większości, a zwłaszcza znakomitej. I za to również go kochała. (...)  (~M~)



~.....~



2 komentarze :

Adamo70 pisze...

gdzieś na dnie
serca
łkającego tęsknotą
schowałem list
nigdy nie napisany

tyle już razy
na papier je przelewałem
by wciąż
uznawać za
niedoskonały
niegodny wysłania

słowa
tylko one mi zostają
lecz czymże są
gdy opisać chcę
ciebie
aniele mego serca

Monika pisze...

Dziękuję za Twoje niesamowite słowa xxx