sobota, 5 listopada 2011




(...) Podchodząc do stołu czuła się jak dziecko, które narozrabiało. Zauważyła, że zjadł bez niej, nie było jej talerza. Było jasne dla Rena, że Tari niczego nie przełknie. Na stole stał dzban gorącej herbaty czyli wszystko czego potrzebowała. Minęła swoje krzesło, podeszła do Rena siedzącego przy stole i usiadła na jego kolanach. Nigdzie nie było jej lepiej. Nie miała ochoty rozmawiać. Nie pytała go jak się czuje, ku swojej wewnętrznej radości widziała, że czuje się nadzwyczaj dobrze. Wczorajsze spotkanie z przyjaciółmi, suto zakrapiane alkoholem nie odbiło się zupełnie na jego kondycji. Wiadomo, Tari znów była tą, która wypiła najwięcej. - Świat się nie zawali, jeśli nie pójdziesz dziś do dzieci. - powiedział Ren obejmując Tari. - Ooo, nie! - odparła natychmiast - Nie chcę tu siedzieć sama cały dzień, ani dawać satysfakcji starszej pani, pójdę Ren, nie jest tak źle... - Jest gorzej niż źle kłamczucho - przerwał jej Ren pamiętając to, co działo się z nią w nocy. - Będę pod opieką lekarza. - odparła Tari starając się zażartować - " I Ty też powinieneś być " - pomyślała w tej samej chwili. - Dobrze - powiedział Ren - ale chciałbym, żeby był już wieczór. - Ja również. Marzę o tym. - westchnęła Tari, która od momentu obudzenia pragnęła, by był już wieczór. - Dziś twoja kolej, ty czytasz. - Powiedziała do Rena tak, jakby nie było nic ważniejszego. Pocałował ją w czoło i przytulił jeszcze mocniej. - Tak, dziś moja kolej, ty słuchasz. (...) -Która godzina? - zapytała. - Siódma - Odpowiedział spoglądając na zegar wiszący na ścianie. - Zaraz musimy wyjść . - Wstała i wypiła łyk herbaty. Ren skierował się ku sieni, Tari zaraz podążyła za nim. Wychodząc z kuchni mimowolnie rzuciła okiem na zegar. Po dwóch krokach stanęła jak wryta. Odwróciła się i spojrzała jeszcze raz. Była za dziesięć ósma. - Ren!!! - krzyknęła nie mogąc się opanować. Nagle przeszły jej wszelkie dolegliwości, była wściekła i zawiedziona. Ren natychmiast pojawił się w drzwiach kuchni. Nie zdążył jednak zapytać co się stało - Stój gdzie jesteś! - Tari odezwała się wrogo do mężczyzny, którego tak bardzo kochała i w tym momencie myślała, że postradała zmysły. Ren zatrzymał się . W następnej chwili wiedział już o co chodzi. Spuścił wzrok, gdy Tari podchodziła do niego. Zatrzymała się obok i stanęła tak, by oboje mogli patrzeć w jednym kierunku. Spojrzała na duży kuchenny zegar. Z tego miejsca tarczę było widać bardzo wyraźnie. Była siódma pięćdziesiąt jeden. Nie odrywając wzroku od zegara zapytała - Która jest godzina Ren... - a gorące łzy w jednej chwili spłynęły po jej twarzy. Ren nadal patrzył w podłogę. Tari oderwała wzrok od zegara i spojrzała na niego. Nie wytrzymał jej wzroku, zamknął oczy i zacisnął szczęki . - Wybacz mi Tari. - odezwał się z rezygnacją. Tari poczuła jak zimne ostrze wbija jej się prosto w serce. Minęła go i wychodząc do sieni wyszeptała do siebie - Tobie? Tobie kochany nie mam czego wybaczać. A Bogu nie wybaczę nigdy. (...)  (~M~)

JEŻELI POWYŻSZY FRAGMENT NIE JEST DO KOŃCA CZYTELNY WYJAŚNIAM, ŻE OPISAŁAM W NIM MOMENT, W KTÓRYM ZORIENTOWAŁAM SIĘ, ŻE REN TRACI WZROK.



<3


Brak komentarzy :