<3
(...) Niedziela nadeszła deszczowa i chłodna. Tari wstała bardzo wcześnie i słysząc deszcz w swojej wyobraźni usiadła na szerokim parapecie by wygodnie móc go obserwować. Była to jej ulubiona aura. W takich momentach żałowała, że w domu nie było słychać jak krople bębnią na werandzie, dachu, szeleszczą w trawie. Musiała wyobrażać sobie te odgłosy, co przychodziło jej z niezwykłą łatwością. Deszcz uspokajał ją zawsze, tak było i tym razem. Zapatrzyła się w widok za oknem, jezioro było lekko chropowate od spadających na nie kropli, trawa błyszczała metaliczną zielenią. Niebo szczelnie zasnute było chmurami, słońce wstało nie dawno, nie miało jednak szans przebić się przez ciemno szare pokłady gęstych, ciężkich wręcz chmur. Tari zachwycała się tym widokiem i odrywała od niego wzrok tylko na krótkie chwile, by spoglądać na Rena, który spokojnie spał. Nie pozostawiała na nim wzroku dłużej niż na moment, zbyt długie spojrzenie obudziło by go, a tego nie chciała. Chciała żeby wreszcie wypoczął, żeby spał do południa, w wyniku czego spóźnili by się na niedzielny obiad do Lili i Gerda. Wiedziała, że niestety pójdą tam dziś, dlatego nie mogła spać, a teraz celebrowała obserwację deszczowego krajobrazu ich ukochanego jeziora starając się nie wybiegać myślami do popołudnia. Już w sobotni wieczór na szafie zawisły dwa wieszaki z ich ubraniami, które złowrogo patrzyły na Tari teraz i wczoraj gdy prasowała je. Miała ochotę oderwać dłoń od ciężkiego żelazka i napawać się widokiem dymu idącego z wypalanej właśnie dziury. Dziura jednak, jak i wiele innych rzeczy powstała tylko w jej wyobraźni. Wszystko było przygotowane do ich dzisiejszego wyjścia z domu. Na komodzie przy drzwiach leżały książki i słodycze dla chłopców. Z parapetu było je dobrze widać i wzrok Tari wędrował w ich kierunku częściej niż zdawała sobie z tego sprawę. W kuchni, w chłodnym kącie na podłodze stała butelka wina i kwiaty dla gospodarzy dzisiejszego obiadu, ich przyjaciół. Tego nie dało się dostrzec z sypialni, Tari widziała jednak ów kuchenny kąt mimo wszystko. Były dwa powody, dla których odczuwała delikatnie mówiąc niechęć do spotkania z przyjaciółmi. Pierwszy, mniej istotniejszy to ich dzieci , które dla Gerda były pretekstem do niby humorystycznych docinków kierowanych aż do znudzenia pod adresem Rena, mimo iż ogólnie wiadomo było, że Ren nie jest ojcem nie ze swojej winy. Oczywiści Gerd będzie się powstrzymywał od złośliwej ironii, ale po drugiej butelce wina puszczą mu wszelkie hamulce, tak było zawsze i tak będzie i tym razem. (...) Drugim, podstawowym powodem niechęci Tari do tego niedzielnego spotkania był oczywiście stan zdrowia Rena. Tylko ona i doktor wiedzieli co się dzieje. " To spotkanie będzie inne niż wszystkie dotychczas " -myślała wstając zmarznięta z parapetu- " Niech nikt nawet nie próbuje burzyć spokoju mojego Rena. I tak zrobią to te cholerne dzieci, ... które niczego nie są winne. Poza tym to ja specjalizuję się w burzeniu spokoju i dobrego nastroju mojego ukochanego i jestem w tym naprawdę dobra. Powinnam mieć na to wyłączność. " - Tak myśląc podeszła do łózka, odchyliła kołdrę i położyła się przytulając do ciepłego ciała Rena. Jej zimno obudziło go, bez myślenia wiedział, że siedziała przy oknie. - Która godzina ? - zapytał zaspanym głosem - Wcześnie, chcę jeszcze spać. - Skłamała Tari i zamknęła oczy. Ren jeszcze przez chwilę głaskał ją po włosach, ale szybko zasnął znowu. Tari nie zasnęła. Liczyła uderzenia jego serca. (...) (~M~)
<3
4 komentarze :
miarowy oddech
twój sen spokojny
spoglądam
na deszczu krople
w poświacie latarni
się mieniące
chwila
jakby czarem zaklęta
jakiś dźwięk
obudziłem się z hipnozy
spojrzałem
na puste łóżko
gdzieś zamruczał kot
za oknem budzi się świt
okryty mgły pierzyną,
NIEISTNIEJĄCE LATARNIE WSZYSTKO ZEPSUŁY A DALEJ TEŻ DO DUPY. WIEM, ŻE SIĘ NIE OBRAZISZ, BO WIESZ, ŻE KAŻDE Z NAS PATRZY SWOIMI "OCZAMI".
DZIĘKUJĘ. WSPÓŁCZUJĘ. XXX
cóż ...latarnie są realne ...to ona jest mirażem ...ale masz rację ...każde z nas inaczej patrzy ...:***
Za oknem, przez które wyglądałam wtedy nie było latarni...
xxx
Prześlij komentarz